Ciężki moździerz kal. 220
artyleria
strona główna


Moździerze wielkiej mocy pojawiły się po raz pierwszy w Wojsku Polskim już w pierwszych dniach odzyskania Niepodległości. Był to sprzęt zdobyczny, pozaborczy, najczęściej mocno zużyty, do którego było z reguły mało amunicji. Doceniając jednak konieczność posiadania przez Wojsko Polskie tego typu sprzętu, na początku 1919 r. podjęto próbę jego unifikacji. W tym celu zakupiono we Włoszech partię moździerzy kal. 210 mm. Mimo, że nie spełnił on pokładanych w nim nadziei, z braku innego postanowiono go wykorzystać w walkach na froncie wschodnim. Osiem moździerzy tego typu otrzymał utworzony na początku sierpnia 1920 r. 1 pułk motorowy artylerii najcięższej. Działa te użyto m.in. podczas walk o Grodno we wrześniu 1920 r.
Po zakończeniu działań wojennych przeprowadzono analizę potrzeb artylerii polskiej. W wyniku tego władze wojskowe uznały konieczność posiadania moździerzy wielkiej mocy. Posiadany sprzęt uznano za nieodpowiedni. Jednak droga od podjęcia decyzji do jej realizacji była długa. Szereg ważniejszych potrzeb odsunęło na plan dalszy problem artylerii najcięższej.
Ponownie stała się ona aktualna począwszy od roku 1925, kiedy to Niemcy rozpoczęli modernizację starych i budowę nowych fortyfikacji na terenach graniczących z Polską. Konieczność posiadania moździerzy wielkiej mocy stała się wtedy niezbędna. Wynikało to z planu Marszałka Józefa Piłsudskiego, który przewidywał na wypadek wojny Francji i Polski z Niemcami, opanowanie przez armię polską Prus Wschodnich i części Pomorza Zachodniego, a następnie rozwinięcie dalszego natarcia w kierunku Berlina. W 1927 r. polski Sztab Główny podjął decyzję o wyposażeniu Wojska Polskiego w działa dużego kalibru, zdolnych do niszczenia lekkich i średnich fortyfikacji, które przeważały w niemieckich pasach umocnionych.
Ponieważ w tym czasie nie istniały możliwości podjęcia produkcji tego typu dział i w Polsce, rozpatrzono propozycje firm zagranicznych. Spośród nich wybrano, będące jeszcze w opracowaniu, działa czechosłowackiej firmy Śkoda z Pilzna.
W marcu 1929 r. nawiązano wstępny kontakt z producentem ustalający przyjazd do Czechosłowacji polskiej komisji w celu zapoznania się ze sprzętem na miejscu. Z powodu opóźnień w dostawie odpowiedniego prochu wyjazd nastąpił dopiero w październiku. Wtedy też na poligonie Malacky pod Bratysławą przeprowadzono próby z nowymi moździerzami kal. 220 mm oznaczonymi w nomenklaturze czechosłowackiej jako sprzęt "ON", a później wz.28. Mimo, iż uzyskał on pozytywną opinię komisji pod przewodnictwem płk. dypl. Emila Przedrzymirskiego - Krukowicza, Departament Uzbrojenia MSWojsk, zażądał drobnej zmiany konstrukcyjnej przed podpisaniem umowy. Polegała ona na zamianie zamka klinowego w moździerzu na zamek śrubowy, który, według strony polskiej, był lepszy w konstrukcjach dział wielokalibrowych. Jednocześnie zaproponowano, aby był to zamek francuskiej firmy Schneider.
W czerwcu 1930 r. odbyła się w Departamencie Uzbrojenia konferencja z przedstawicielami Śkody, na której wysunięto jako warunek zamówienia dział przystosowanie ich do zamka śrubowego. Początkowo strona czeska zgodziła się na to, jednak wkrótce poinformowano MSWojsk., iż zmiana tego typu spowoduje opóźnienie w dostawach sięgające 10 miesięcy. Argumentacji tej strona polska nie przyjęła twierdząc, że $koda chce uniknąć dodatkowych kłopotów i kosztów.
Trudności z dogadaniem się z Czechami z jednej strony i kryzys ekonomiczny, który spowodował obcięcie kredytów MSWojsk. z drugiej, spowodowały zawieszenie rozmów ze Śkodą. Nie zrezygnowano jednak z zamiaru zakupu dział. W 1931 r. zdecydowano, że zakupionych zostanie 40 moździerzy kal. 220 mm w dwóch partiach - po 27 i 13 sztuk.
W drugiej połowie 1932 r. Departament Uzbrojenia wspólnie z Departamentem Artylerii opracował warunki techniczne dla 220 mm moździerzy. Przewidywały one m.in.. promień skrętu członów działa - 15 m, wytrzymałość koła - 2000 km. wytrzymałość lufy1000 - 1500 wystrzałów, wytrzymałość kołyski, łoża i pomostu - 6000 wystrzałów, czas potrzebny do opuszczenia stanowiska - 30 min., szybkostrzelność - 1 strzał/min.. obsługa - 15 żołnierzy. Podtrzymano też wniosek o zastosowaniu zamka śrubowego.
Polskie warunki techniczne zmusiły Zakłady Śkody do wprowadzeniu kilku zmian konstrukcyjnych w stosunku do prototypu. Najistotniejszą z nich była sprawa zamka. Rozwiązano ją zamawiając odpowiedni zamek w Zakładach Schneidera.
W tej sytuacji, wobec spełnienia wszystkich warunków polskich, nie było przeszkód w podpisaniu umowy. Doszło do tego7.III.1933 r. i opiewała na 27 dział wraz z 2.700 granatami półpancernymi. Cenę kompletnego moździerza ustalono na 700.000, zł z tym, że zaplata miała nastąpić w polskim węglu.
Natychmiast po podpisaniu umowy Śkoda przystąpiła do realizacji polskiego zamówienia. Na początku sierpnia 1933 r. prace były tak zaawansowane, że do Czechosłowacji wyjechała Polska Komisja Odbiorcza (PKO) pod przewodnictwem mjr. Dembińskiego kierownika Centrali Odbiorczej Materiałów Uzbrojenia. Ustaliła ona program produkcji oraz warunki i próby odbiorcze.
Początkowo prace produkcyjne przebiegały bez przeszkód. Jednak już wkrótce wystąpiły pierwsze trudności natury technologicznej i konstrukcyjnej. Były one spowodowane stosunkowo cienkimi ścianami kołyski posiadającej silne czopy przy raptownych przejściach przekrojów. Dlatego też, pierwsze sztuki zostały odrzucone przez warsztaty Śkody, następne zaś odrzuciła PKO. Zanim pokonano trudności odrzucono 8 kołysek.
W tym czasie, na mocy porozumienia polsko - czechosłowackiego, Zakłady Śkody wysłały do Polski kompletny moździerz. W końcu grudnia działo znalazło się w Polsce. Warto tu zaznaczyć, że przysłany moździerz był typu jugosławiańskiego tj. posiadał zamek klinowy, a jego człony marszowe posiadały przestarzałe koła. (10 moździerzy tego typu pod oznaczeniem wz.28 zakupiła Jugosławia). Działo zostało natychmiast przekazane do 1 pułku artylerii najcięższej, w celu przeszkolenia kadry przez przybyłych w tym celu z Czechosłowacji inżyniera i montera. Szkolenie to trwało do końca września 1934 r., po czym przystąpiono do szkolenia żołnierzy - rekrutów. Jednocześnie w celu zebrania opinii na temat konstrukcji wozów nowego działa, dowódca 1 pan płk. Dunin - Wąsowicz, polecił przeprowadzić rajd. Odbył się on w końcu listopada 1934 r. i wykazał szereg usterek jednostek marszowych. Do najważniejszych należały: niebezpieczna i wyczerpująca jazda na członach działa, źle rozwiązany problem hamowania wozów, złe umocowanie lufy na wozie, wykręcanie się śrub i nakrętek, obluzowywanie się nitów, złą amortyzację, obrywanie się ramion błotników.
Ponadto badania te wykazały całkowitą bezużyteczność użytych w czeskim moździerzu okoli, które postulowano wymienić na koła z pneumatykami. Po zakończeniu szkolenia i prób moździerz został zwrócony Śkodzie.
Na początku czerwca 1934 r. strona polska odebrała, zamówione w fabryce "Explosia" w Semtinie, 10 ton prochu płytkowego i 5,6 tony prochu łuseczkowego dla moździerzy. Trzeba tu zaznaczy t, że proch został wykonany tak dokładnie, iż różnice składu chemicznego i wymiarów były 10 razy mniejsze niż dopuszczały to tolerancje warunków technicznych. Dzięki temu proch dawał własności balistyczne bliskie obliczeniom teoretycznym.
Także w czerwcu odebrane zostały spłonki do granatów moździerzowych. Wykonała je fabryka "Sellier i Bellot" w Pradze. Jednocześnie Zakłady Śkody opuścił pierwszy komplet wozów dla pierwszego działa. Natychmiast też przystąpiono do prób jezdnych. Przeprowadzono je w okolicach Pilzna na trasie o długośi 400 km z wynikiem dobrym.
W lipcu przeprowadzono w Bolevcu i Malackach strzelania wyłrzymałośiowe lufy oraz strzelania na przebijalność murów żelbetowych. Pierwsze z nich dały wynik pozytywny, drugie natomiast negatywny z powodu nieregularnego dosyłania. Zmusiło to Śkodę do wykonania poprawek w regulatorze powrotu
We wrześniu wystąpiły trudności przy wykonywaniu jednej z partii luf do polskich moździerzy. Mimo starannego przygotowania materiału przez firmę 3 lufy zostały odrzucone jeszcze przed obróbką mechaniczną, jedna przy operacji samowzmocnienia, a 2 następne na skutek przekroczenia wymiarów przy obróbce mechanicznej. Zmusiło to fabrykę do przygotowania luf zastępczych, co spowodowało drobne opóźnienie w terminarzu.
Nie był to, niestety, koniec trudności. Najpierw wystąpiły one przy odbiorze prętów mosiężnych do zapalników, które nie trzymały polskich norm, a następnie stwierdzono samozapalenie się trotylu w ślepych granatach podczas ich rozbiórki po jesiennych strzelaninach. Usterki te usunięto dosyt szybko. Stwierdzono także wadliwe wykonanie uszczelnienia plastycznego zamka. Usunięto ten problem dopiero w Zakładach Sctmeidera w połowie 1935r. Dalsza zwłoka nastąpiła w marcu 1935 r. podczas strzelań odbiorczych pierwszych moździerzy. Została ona spowodowana bardzo szybkim zamiedzaniem się lufy (już po 5 strzałach). Problem ten rozwiązał w czerwcu główny rzeczoznawca ds. amunicji artyleryjskiej COM U mjr Car. W celu przeciwdziałania zamiedzania luf zastosował on stop o składzie 60% cyny i 40% ołowiu, który w postaci pasków wszywano wewnątrz worków prochowych. Ponieważ stop ten całkowicie eliminował problem zamiedzania luf Departament Artylerii MSWojsk. polecił stosowanie tego stopu w każdym ładunku miotającym w ilości 59 gram.
Do końca lipca 1935 r. w Polsce znalazły się moździerze o numerach od 101 do 112. Wysyłka dalszych dział została wstrzymana. Było to spowodowane faktem, iż podczas strzelań odbiorczych następnej partii moździerzy stwierdzono odkręcanie się trzonów zamkowych w komorze zamkowej. Powodowało to wybicie w trzonie zamkowym oraz w zębach trzona, a także wyginanie się osi rękojeści korby zamkowej. Z problemem tym Śkoda nie mogła sobie poradzić i firma była zmuszona po raz kolejny zwrócić się o pomoc do Francuzów. Problem okazał się banalny i został błyskawicznie rozwiązany. Okazało się bowiem, że w pierwszych partiach moździerzy jako smaru stosowano mieszaninę oliwy maszynowej i łoju baraniego, dlatego sprzęt działał prawidłowo. W ostatnich partiach zaś zastosowano nowy smar, nawiasem mówiąc zgodny z instrukcją firmy Schneider, składający się z 30 g wazeliny na 1 kg łoju. Powrót do starego składu smaru zlikwidował problem.
W grudniu 1935 r. znalazły się w Polsce ostatnie moździerze. Całkowite opóźnienie w realizacji polskiego zamówienia wyniosło 4 miesiące, mimo iż przez pewien czas Zakłady $kody pracowały na 3 zmiany.
W toku produkcji wprowadzono, w porównaniu z modelem pierwotnym noszącym oznaczenie wz.28, aż 66 różnych zmian konstrukcyjnych. Większość z nich wprowadzona została na życzenie strony polskiej, która dążyła do otrzymania najlepszego sprzętu.
Razem z moździerzami Polacy zakupili specjalne wkładki o kalibrze 100 mm. Wkładki te, wobec ograniczonej ilości amunicji oraz bardzo wysokich jej kosztów, miały za zadanie obniżenie kosztów szkolenia kontyngentu. Śkoda wykonała 2 takie wkładki, odpowiadające lufom 100 mm haubicy wz. 14/19P. Przy projektowaniu tych wkładek strona polska zażądała dodanie zakończenia wylotu. Dzięki temu przewód lufy moździerza był chroniony od gazów w czasie strzelania 100 mm pociskami. Ponadto zakończenie to likwidowało powstawanie wirów przy wylocie gazów z wkładki, a także umożliwiało dogodniejszy wypływ gazów z nie osłoniętej części przewodu lufy kalibru 220 mm.
Już w sierpniu 1935 r. Departament Uzbrojenia podjął prace nad rozszerzeniem, taktycznego użycia moździerzy kal. 220 mm, które weszły na wyposażenie Wojska polskiego pod oznaczeniem "wzór 32". Dlatego też przystąpiono do opracowania "granatu minowego", którego brak było w ofercie czechosłowackiej. Miał się on charakteryzować większą donośnością i większą pojemnością materiału wybuchowego. Granaty tego typu miały umożliwić użycie sprzętu nie tylko przeciwko umocnieniom, ale także do niszczenia siły żywej nieprzyjaciela w polu. Pierwsze rysunki takich granatów wykonano w listopadzie 1936 r. Jednak po ich wykonaniu okazało się, że mają one złą stabilizację podczas lotu. Ostatecznie problem ten rozwiązano dopiero w 1939 r., kiedy to wyprodukowano pierwszą partię próbną dobrych granatów kruszących. Wprowadzenie ich na wyposażenie przewidywano w 1940r.
Niemal jednocześnie z pracami nad granatem kruszącym przystąpiono do prac nad uruchomieniem w kraju produkcji prochu do ładunków miotających. Było to o tyle istotne, że Czesi nie zgodzili się na sprzedaż technologii do jego produkcji. Zadania tego podjęła się Państwowa Wytwórnia Prochów "Pionki". W związku z faktem, iż zadanie to nie było priorytetowe, prace trwały dosyć długo. Dopiero w marcu 1939 r. "Pionki" zameldowały wyprodukowaniu specjalnego prochu o granulacji 2,8 x 22 x 22.
W chwili podjęcia decyzji o zakupie 220 mm moździerzy dla 1 pan ustalono, iż będzie to jednostka całkowicie zmotoryzowana. Dlatego też już od 1931 r. MSWojsk. badało szereg typów ciągników dla przyszłych dział. Ostatecznie 2 lata później wybrano ciągnik gąsienicowy oparty na konstrukcji firmy Vickers. Opracowany w PZlnż. pojazd pobił podczas prób w 1934 r. wszystkich konkurentów. Dlatego też wprowadzono go na wyposażenie 1 pan pod oznaczeniem C7P. Ciągnik ten stał się charakterystycznym znakiem rozpoznawczym pułku i nieodmiennie kojarzył się z moździerzem kal. 220.
Innym problemem technicznym rozwiązanym w Polsce była sprawa przewozu amunicji do działa. Zakupiony w Czechosłowacji sprzęt składał się wyłącznie moździerzy przewożonych trzema jednostkami marszowymi każdy. Dlatego też Biuro Badań Technicznych Broni Pancernych opracowało w 1935 r. specjalną przyczepę sprzętowo - amunicyjną typu "A" o masie 8000 kg. Każdy działon otrzymał po 2 takie przyczepy holowane przez ciągniki C7P. Ponieważ jednak produkcja tych ciągników była, z braku mocy produkcyjnych i pieniędzy, powolna, palącą koniecznością stała się potrzeba wyposażenia 1 pan w inne pojazdy zdolne przewozić amunicję dla moździerzy. Dlatego też opracowano specjalne nadwozie do samochodu ciężarowego Polski Fiat 621. Co najmniej 6 samochodów tego typu używał pułk do czasu otrzymania wyposażenia etatowego.
Warto też wspomnieć o jeszcze jednym sposobie przewożenia moździerzy, rozpatrywanym przez MSWojsk. w 1934 r. W ramach studiów nad ruchliwością artylerii najcięższej rozważano możliwość użycia zakupionego sprzętu jako artylerii kolejowej. Po wnikliwej analizie zrezygnowano jednak z tego pomysłu. Uznano, iż z powodu małej donośności moździerzy i zbyt rzadkiej sieci linii kolejowych w Polsce ograniczy się w sposób istotny ich zastosowanie bojowe. Także analiza kosztów przystosowania dział i budowa specjalnych platform kolejowych zniechęcała do realizacji tej koncepcji.
220 mm moździerz wz.32 był działem o stałym odrzucie, samowzmocnionej lufie z zamkiem śrubowym, oporniku płynowym, powrotniku powietrznym, jednolitym podłożu i niezwisłym celowniku, łoże było skonstruowane do strzelania pod dużymi kątami podniesienia. Z lewej strony działa znajdowały się ręczne pokrętła mechanizmów podniesienia i kierunkowego. Dzięki umieszczeniu w podłożu łożyska moździerz mógł prowadzić ogień w zakresie 360 stopni. Cały moździerz przewożony był trzema jednostkami marszowymi. Pierwsza obejmowała lufę z zamkiem, druga łoże z kołyską i oporopowrotnikami, trzecią stanowiło podłoże.
W celu przygotowania moździerza do strzału należało wykopać, na równym kawałku ziemi, prostokąt o wymiarach 3 x 4 x 0,5 m. W dół ten należało wprowadzić wóz z podłożem, które przy pomocy hydraulicznych dźwigów opuszczano na ziemię. Następnie na podłoże wprowadzano wóz z łożem, które w podobny sposób opuszczano na podłoże i oba zespoły łączono w jedną całość. Na końcu do stanowiska podjeżdżał wóz z lufą, którą za pomocą linociągu wciągano na łoże. Całkowity czas montażu działa wynosił, zgodnie z instrukcją, razem z wykonaniem wykopu, około 5,5 godziny. Później uległ on znacznemu skróceniu. Czas demontażu był krótszy i wynosił 2.5 godziny.
W celu załadowania moździerza należało nadać lufie kąt + 10 stopni. Następnie zamkowy zwalniał zatrzask korby przez naciśnięcie jej rękojeści, po czym obracał korbę do tyłu w prawo. Powodowało to obrót trzona zamka o 45 stopni. W tym momencie następowało połączenie się korby zamkowej, zębnicy, ramy i trzona zamka w jedną całość. Tak powstały zespół zamkowy podczas dalszego ruchu korby opierał się o wgłębienie w występie z prawej stronie lufy. Następowało wtedy unieruchomienie całości przy pomocy haczyka. Po otwarciu zamka, 8 wręczycieli na dwie zmiany, podwoziło specjalnym wózkiem lub donosiło w specjalnym korytku, pocisk, który następnie ładowali. Następnie do komory nabojowej ładowano woreczki ładunku miotającego. Po zakończeniu ładowania pocisku następował ruch odwrotny zespołu zamkowego. W chwili ukończenia go podnoszona została zasuwa zapałowa, z której w tym momencie wyrzucany był zużyty zapłonnik. Po wprowadzeniu nowego zapłonnika i nadaniu lufie kąta podniesienia minimum + 40 stopni działo było gotowe do strzału.
Do wybuchu II wojny światowej MSWojsk. zakupiło sprzęt dla 3 dywizjonów artylerii najcięższej (dan), z których każdy składał się z 3 baterii po 2 działa. W 1940 r. planowano wystawienie jeszcze jednego dyonu ó - działowego. Na zakup sprzętu motorowego dla niego przewidziano odpowiednie fundusze w budżecie. Do tego czasu nadwyżkę moździerzy zmagazynowano w Głównej Składnicy Uzbrojenia nr 2 w Stawach k. Dęblina.
Zgodnie z planem obronnym "Z" 1 pan wystawił w mobilizacji powszechnej 3 dywizjony. 11 dan pod dowództwem mjr Kazimierza Firli, 12 dan mjr Aleksandra Toczyskiego i 13 dan mjr Husseina Kumuza. Wszystkie zostały przeznaczone dla odwodowej armii Prusy, gdzie zresztą nie dotarły wobec szybkości posuwania się oddziałów niemieckich.
Z braku granatów kruszących, możliwości wykorzystania tego specyficznego sprzętu w warunkach jakie zaistniały we wrześniu 1939 r., były niewielkie. Dlatego też trudno stwierdzić, czy obawy części specjalistów o niewielkiej przydatności moździerzy były trafne. Z 18 zmobilizowanych dział bezpośredni udział w walkach uczestniczyło jedynie 6 moździerzy 11 dan. One to, w dniach 22 i 23 września 1939 r. wspierały polską piechotę w rejonie Tomaszowa lubelskiego. Te 2 - dniowe walki wykazały całkowitą nieprzydatność posiadanych granatów półpancernych, którymi strzelały działa. Ich ciężkie, 128 kg pociski robiły głębokie leje, jednak wybuchy dawały małą ilość odłamków, przez co skuteczność była niewielka. Dużo większe znaczenie okazała się mieć kwestia psychiczna. Zaszokowani potężnymi wybuchami Niemcy, 2 - krotnie oddali bronione pozycje. Po wystrzeleniu całości amunicji i wobec niemożliwości wyjścia z okrążenia, wszystkie 6 moździerzy zostały zniszczone na stanowiskach ogniowych koło gajówki Maziarnia.
Jeszcze gorszy los spotkał moździerze 12 i 13 dan. Oddziały te były przerzucane rozkazami z miejsce na miejsce i w rezultacie nie wystrzeliły ani jednego pocisku. 12 dan zakończył swoje istnienie 25 września na południe od Dołhobyczowa okrążony przez oddziały sowieckie. Także i w tym przypadku udało się zniszczyć lub uszkodzić wszystkie moździerze. Gorzej powiodło się 13 dan. Oddział został niespodziewanie okrążony przez sowietów w rejonie Kałusza. Wszystkie moździerze wpadły nie uszkodzone w ręce nieprzyjaciela w dniu 19 września.
Z pozostałych moździerzy zakupionych przez Polskę jeden znajdował się w Centrum Badań Balistycznych w Zielonce, gdzie służył do przeprowadzania różnego rodzaju prób. Po zbliżeniu się Niemców do tego rejonu działo zostało zniszczone, wobec niemożności ewakuacji go, prawdopodobnie z braku jednostek marszowych i ciągników. Jeden moździerz znajdował się w Ośrodku Zapasowym Artylerii Motorowej w Górze Kalwarii. Po sforsowaniu Wisły przez Niemców został on tu porzucony, gdyż z braku ciągników nie można było go ewakuować. 10 września został zdobyty przez nieprzyjaciela. Pozostałe 7 moździerzy znajdowały się w Stawach, gdzie prawdopodobnie zostały zniszczone w dniu 14 września.

Dane taktyczno - techniczne
Kaliber - 220 mm
Masa granatu półpancernego wz 31/P - 128 kg
Masa trotylu w pocisku - 7,33 kg
Masa ładunku miotającego - 3,78  8,92 kg
Ilość ładunków miotających - 6 o numerach od 0 do 5. Ładunek 0 jest najsilniejszy. Aby sporządzić ładunek od 1 do 5, neleży rozwiązać worek, wyjąć woreczeki oznaczone numerami niższymi od żądanego, po czym zawiązać worek
Maks. prędkość pocz. pocisku - 500 m/s
Min. prędkość pocz. pocisku - 275 m/s,
Kąty podniesień - 4; + 75 stopni
Poziomy kąt ostrzału - 360 stopni
Donośność maksymalna – 13.500m.
Szybkostrzelność - 20 strz./min.
Masa w pozycji bojowej - 14740 kg,
Długość w pozycji bojowej - 7130 mm,
Szerokość w pozycji bojowej - 3210 mm,
Wysokość linii ognia - 1770 mm,
Masa lufy z zamkiem - 4350 kg,
Długość lufy - 4150 mm,
Długość gwintowanej części lufy - 3261 mm,
Ilość bruzd w lufie - 72,
Energia wylotowa - 1631 atm.
Masa łoża z kołyską - 4410 kg,
Masa podłoża - 5560 kg,
Masa załadowanego wozu - lufy - 8090 kg,
Masa załadowanego wozu - łoża - 8110 kg,
Masa załadowanego wozu - podłoża - 8950 kg,
Czas montażu na stanowisku - ok. 5.5 godz.
Czas demontażu - ok. 2.5 godz.
Maksymalna szybkość holowania - 30 km/godz.
Obsługa 17 żołnierzy.

Źródło: Nowa Technika Wojskowa 2/95 P. Zarzyski