Armata dalekonośna kal.155mm wz. 1940
atryleria
strona główna


Zagadnienie armat dalekonośnych w przedwojennym Wojsku Polskim było przez szereg lat niedoceniane. Uznawano wtedy za artylerię tego typu znajdujące się na wyposażeniu WP francuskie armaty kal. 105 mm wz.13, a później jej produkowaną w Polsce wersję wz.29. Ze względu na charakterystykę obu dział określanie jak dalekonośne było oczywistym nonsensem. Potwierdzały to nie tylko wyniki ćwiczeń, ale i co prawda nieliczne, głosy  w prasie.
Po raz pierwszy żądanie odpowiedniego dla artylerii sprzętu artylerii dalekonośnej zostało sformuło w 1925 r., po manewrach przeprowadzonych na Wołyniu. Brak odpowiedniego sprzętu dalekonośnego został wtedy obnażony w sposób bezwzględny. Także w następnych latach wielokrotnie podnoszono ten problem.
Pojawiły się także głosy w prasie fachowej. Jako pierwszy podniósł sprawę artylerii dalekonośnej w 1924 r. mjr SG Jerzy Łuńkiewicz. W swoim artykule na łamach Bellony podkreślił znaczenie artylerii, tak w obronie, jak i w ataku jako podstawowego sprzętu do zwalczania artylerii nieprzyjaciela. Łuńkiewicz popdkreślił jednocześnie, iż bez sprzętu tego typu nie można prowadzić skutecznej walki na współczesnym polu walki. Na zakończenie autor zażądał stworzenia tego typu artylerii w Wojsku Polskim.
Podobne stanowisko zajął kilka lat później mjr dypl. Wacław Popiel. W wydrukowanym w 1931 r. w Przeglądzie Artylerii artykule zajął się on szczegółową analizą tego zagadnienia. Na początku stwierdził, armaty dalekonośne przeznaczone są przede wszystkim do wykonywania "ogni wzbraniających" na duże odległości oraz, do zwalczania dalekonośnych baterii nieprzyjaciela. Zauważył też, że znaczenie "ogni wzbraniających" ujawniło się po raz pierwszy dopiero podczas I wojny światowej. Okazało się wtedy, że ugrupowania npla. będące w strefie bezpośrednich działań znajdowały się najczęściej w ugrupowaniu luźnym. Uniemożliwiało to ich zniszczenie, z powodu konieczności posiadania dużej liczby dział i amunicji, realne było jedynie ich i obezwładnienie. Praktyka pokazała natomiast, - iż znajdujące się w odległości kilkunastu kilometrów od linii frontu oddziały były celami skupionymi. Należały do nich kolumny wojsk w marszu lub na biwaki oddziałów, ośrodki zaopatrzenia, miejsca postoju dowództw, linie zaopatrzenia, dworce kolejowe itp. Autor zwrócił uwagę, iż tego typu cele będą bardzo wrażliwe na ogień, artylerii, a ponadto będzie on miał duże znaczenie moralne i dezorganizujące ruch na tyłach. Mjr Popiel podkreślił znaczenie artylerii dalekonośnej podczas działań ruchowych, kiedy to duża donośność dział daje swobodę wyboru stanowisk ogniowych oraz umożliwia jednej baterii wzięcie pod ogień szerokiego odcinka frontu.
Dlatego też postulował, aby artyleria dalekonośna mogła ostrzeliwać cele będące w odległości połowy dziennego marszu od linii frontu. Donośność taka zapewni prowadzenie ognia do npla. przez kilka godzin. Aby skuteczność takiego ognia była odpowiednia kaliber artylerii dalekonośnej także powinien być według mjr Popiela duży - zwłaszcza, że celność na duże odległości będzie mniejsza. W takiej sytuacji pocisk musi mieć odpowiednią moc niszczącą.
Potrzeba posiadania nowoczesnego sprzętu dalekonośnego spowodowała zajęcie się tą sprawą przez Komitet do Spraw Uzbrojenia i Sprzętu (KSUS) w 1927 r. Dyskusja w Komitecie zaowocowała powzięciem uchwały przez KSUS w dniu 11 stycznia 1928 r. o konieczności wyposażenia WP w artylerię dalekonośną. Wykonując tę uchwalę Departament Uzbrojenia zorganizował specjalną konferencję na ten temat. Wzięli w niej udział przedstawiciele Departamentów Artylerii i Uzbrojenia oraz oddziału I Sztabu Generalnego. Poruszono na niej sprawę studiów w zakresie sprzętu artylerii dalekonośnej. Jednocześnie postanowiono wysłać komisję do firm zagranicznych produkujących działa tego typu w celu zebrania materiału informacyjnego.
W dniu 13 lipca 1928 r. Szef Sztabu Generalnego sformułował wytyczne odnośnie armaty dalekonośnej. Miała ona posiadać kaliber około 155 mm, donośność 20.000m, masę 5.000 kg i trakcję motorową.
Kierując się wytycznymi i uchwałą KSUS powołano komisję pod przewodnictwem gen. Knoll - Kownackiego, która w drugiej połowie 1928 r. udała się do czołowych producentów sprzętu artyleryjskiego. Zapoznano się wtedy z konstrukcjami firm angielskich Beardmore i Vickers, francuskiego Schneidera, czechosłwackiej Skody oraz amerykańskimi .Po wstępnym rozeznaniu wytypowano 5 konstrukcji do szczegółowego rozpatrzenia. Były to działa firm: Bofors, Vickers, Skoda i 2 Schneidera.


Dane techn. dział oferowanych Polsce
dane Bofors Vickers Skoda Schneiderłoże gąsien. Schneiderna platfornie
Kaliber[mm] 150 152 149,1 155 155
Dłu.lufy w kalibrach 43 43 47 50 56
Masa pocisku[kg] 46 - 56 56 50
Masa mat. wybuchowego w pocisku[kg] 4,8 - 6,8 5,5 5,5
Szybkość pocz.pocisku[m/s] 775 - 760 900 900
Donośność[km] 22 22 24 26 26
Pole ostrzału; pionowego[0] -2, +42 - -4, +45 0, +45 0, +45
Poziomego[0] 40 - 360 80 360
Masa na stanowisku[kg] 10.000 12.450 14.500 20.350 15.600
Masa w marszu[kg] 11.400 - maksymalna masa jednostki transp. 7.300 maksymalna masa jednostki transp. 13.800 maksymalna masa jednostki transp. 8.700
Ładunki prochowe woreczki woreczki łuski woreczki woreczki
Zamek śrubowy śrubowy klinowy śrubowy śrubowy
Łoże  2 - dzielne z zawieszeniem elastycznym 1 - ogonowe z platformą okrężną platforma zakopywana w ziemi, wozy resorowane 2 - ogonowe resorowane 2 - ogonowe na platformie okrężnej z tocznią, wozy resorowane
Oporopowrotnik hydro - pneumatyczny - hydro - pneumatyczny typowy Schneidera typowy Schneidera
Zaawansowanie projekt projekt prototyp wykonany projekt
Sposób transportu 3 jednostki marszowe 2 jednostki marszowe 3 jednostki marszowe 2 jednostki marszowe 3 jednostki marszowe

Ostatecznie komisja spośród przedstawionych armat wybrała dwa typy: 149,1 mm armatę Skody oraz obie konstrukcje Schneidera, mimo że ich masa znacznie przekraczały wytyczne. Odnośnie działa francuskiego na platformie komisja nie była w stanie jednak zająć jednoznacznego stanowiska z powodu przedstawienia jej jedynie projektu. Przedstawiciele Schnaidera zadekIarowali gotowość prototypu do prób dopiero za 2 lata. Druga armata przedstawiona przez Schneidera umieszczona na łożu gąsienicowym została także ostatecznie zdyskwalifikowana ze względu na, uważaną wtedy za nadmierną, prędkość pocisku równą 900 m/s oraz dużą masę jednostek marszowych, z których jedna dochodziła do 14 t. Ponadto podczas strzeIań poligonowych zaobserwowano pewne niedociągnięcia konstrukcyjne. Między innymi na oczach komisji gen. Knoll - Kownackiego zerwany został podczas jednego z pierwszych wystrzałów hamulec wylotowy.
Duże natomiast zainteresowanie komisji wzbudziła konstrukcja czechosłowacka. Została ona zaprojektowana w taki sposób, że na wspólnym podłożu można było umieścić tak 149,1 mm armatę, jak i 220 mm moździerz poprzez wymianę luf i kołysek. Armata miała wyjątkowo prostą konstrukcję i dużą stateczność. Zaletą jej był fakt, iż ustawianie działa na stanowisku wymagało niewielkiej ilości specjalnych przyrządów pomocniczych. Innym plusem była stosunkowo niska cena wynosząca 712.000 zł za kompletną armatę bez traktorów. Natomiast przewidywany koszt nabycia 2 - działowego plutonu Schneidera na platformie obliczony został aż na 2.565.000 zł. W tej sytuacji Departament Uzbrojenia polecił specjalnie zwrócić uwagę na armatę Skody. W związku z tą decyzją komisja gen. Knoll - Kownackiego zapoznała się szczegółowo z raportem podkomisji pod przewodnictwem ppłk. Vorbrodta, która w dniach 20 - 31 sierpnia 1928 r. badała ten sprzęt w Czechosłowacji.
W ciągu następnego roku kontynuowano studia nad wyborem odpowiedniego działa dalekonośnego dla polskiej artylerii. Wtedy też Skoda, w celu zachęcenia strony polskiej do nabycia swojej armaty, zobowiązała się do udzielenia bezpłatnej pomocy technicznej dla uruchomienia w Polsce produkcji 149 mm amunicji do armat pod warunkiem zakupu 1760 pocisków w Czechosłowacji.
W dniu 10 marca 1930 r. sprawa ponownie stanęła na posiedzeniu KSUS. Podjęto wtedy uchwałę o zakupie 25 armat kaI.149,1 mm w zakładach Skody. Zgodnie z zaproponowanym do realizacji minimalnym programem utworzenia artylerii dalekonośnej miano nabyć; 6 kompletnych 3 - działowych baterii z 10% rezerwą (2 sztuki), jedną sztukę dla formacji zapasowej oraz dwie 2 - działowe baterie dla artylerii nadbrzeżnej na podwoziu kolejowym. Jednocześnie KSVS powziął decyzję, iż w razie zwiększenia się budżetu na rezerwę zaopatrzenia liczbę zamówionych armat powiększy się do 35. W tym przypadku planowano sformowanie 2 dywizjonów po 3 baterie a 3 działa, 2 baterii nadbrzeżnych, a reszta sprzętu miała stanowić rezerwę. Ponadto Komitet ustalił, iż produkcja krajowa amunicji musi doprowadzić jej stan do 672 sztuk na armatę.
W dniu 30 kwietnia 1930 r. planowane było podpisanie umowy ze Skodą na dostawę 25 armat typu określanego jako "NO". Zgodnie z przyjętym harmonogramem do 1 stycznia 1932 r. producent miał dostarczyć 8 dział, do 1 stycznia 1933 r. następne 8, a do 30 marca 1934 r. ostatnią partię 12. Koszt realizacji tego zamówienia miał wynieść: 17.820.000 zł za armaty (712.800 zł za sztukę), 193.6000 zł za amunicję (1.100 zł za sztukę) oraz nieokreśloną liczbę ciągników w cenie 47.300 zł za sztukę.
 Mimo tych ambitnych planów do ich realizacji nie doszło, a przyczyny tego nie są znane. Jedną z nichbył prawdopodobnie rozszerzający się kryzys ekonomiczny, który zmusił MSWojsk. do znacznych oszczędności.
Sprawa armat czechosłowackich wypłynęła ponownie w 1933 r. podczas zakupu u Skody 220 mm moździerzy. Tym razem jednak opinia o nich nie była już tak pozytywna. Ponownie badający sprzęt "NO" gen. Przedrzymirski uznał konstrukcję samego działa za odpowiednią, lecz duże zastrzeżenia wzbudziła amunicja. Pociski miały nienowoczesny kształt, duży rozrzut i małą pojemność materiału wybuchowego. Zastrzeżenia te zostały również uznane przez Departamenty Artylerii i Uzbrojenia, w wyniku czego, zrezygnowano z ich zakupu.
Sprawa dalekonośnej artylerii najcięższej została ponownie podniesiona w 1935 r. Wtedy to Departament Artylerii po raz kolejny zażądał wprowadzenia na wyposażenie WP najcięższych dział dalekonośnch.
W sierpniu 1936 r. na posiedzeniu KSUS Departament Uzbrojenia przedstawił referat omawiający stan konstrukcji w tym zakresie. Wynikało z niego, że od 1928 r. nie powstały żadne nowocześniejsze armaty dalekonośne poza działami kolejowymi. Jednocześnie jednak stwierdzono, iż tak 155 mm armata Schneidera na platformie, jak i 149,1 mm Skody zostały zmodyfikowane, co ponownie pozwalało na rozpatrzenie możliwości ich zakupu. W stosunku do wcześniejszej wersji w konstrukcji francuskiej wprowadzono łoże jednoogonowe bez lemiesza, zamiast 2-ogonowego z lemieszem, dodano urządzenie do automatycznego ładowania oraz przedmuchiwania lufy celem powiększenia szybkostrzelności. Pod względem balistycznym zmieniono masę pocisku półpancernego z 50 do 56 kg oraz zwiększono w nim ilość materiału wybuchowego z 5,58 do 7,04 kg. W konstrukcji Skody zmieniono w stosunku do pierwotnej wersji zamek klinowy na tłokowy z uszczelnieniem plastycznym, unowocześniono kształt pocisku kruszącego zmieniając jednocześnie jego masę z 56 na 50 kg oraz powiększając ilość materiału wybuchowego w nim z 12,5% na 13,8%. W wyniku tych zmian wzrosła prędkość początkowa pocisku do 800 m/s, a donośność do 24.500 m.
W rezultacie tych zmian oba działa uznano za równowartościowe pod względem konstrukcyjnym. Pod względem balistycznym natomiast występowały już różnice. I tak: masy pocisków i masy materiału wybuchowego w pociskach kruszących były takie same; donośność armaty francuskiej była lepsza; masa materiału wybuchowego w pocisku półpancernym Schneidera była lepsza - 5,5% do 2,85%; mniejszą prędkość początkową armaty czechosłowackiej uznano za korzystniejszą. Pod względem marszowym większą prędkość poruszania miało działo Skody, ale jednocześnie większą ilość jednostek marszowych. Pod względem łatwości obsługi konstrukcję francuską uznano za lepszą.
Mimo mniejszej liczby zalet armata czechosłowacka miała dwa wielkie plusy. Pierwszym było złożenie stronie polskiej formalnej oferty na zakup sprzętu, a drugim podanie konkretnego harmonogramu dostaw. Strona francuska natomiast podała ofertę wstępną oraz ceny i terminy orientacyjne. I tak Skoda podała: cenę za jedna sztukę 758.000 zł, dostawę 4 pierwszych kompletnych dział w ciągu 19 - 20 miesięcy, a następnie po 2 sztuki co miesiąc, przy czym realizacja zamówienia 36 armat zostałaby zakończona w ciągu 35 - 36 miesięcy. Firma Schneider natomiast podała cenę wstępną w wysokości 525.000 zł za sztukę, termin dostawy pierwszych 4 dział w okresie 18 - 24 miesięcy, a następnie po jednej sztuce miesięcznie, co umożliwiłoby zakończenie kontraktu w ciągu 52 - 58 miesięcy.
Zaproponowane przez zagranicznych kontrahentów terminy dostaw Departament Uzbrojenia uznał za zbyt drugie i niedogodne. Dlatego też jego reprezentanci przedstawili na posiedzeniu KSUS inne rozwiązanie - oparcie się na własnej produkcji armat dalekonośnych kał. 155 mm. Zaproponowano w tym celu szybki sposób wprowadzenia nowego sprzętu na wyposażenie WP. Zamiast opracowywać całą konstrukcję od początku Departament Uzbrojenia postanowił przyspieszyć prace przez zaprojektowanie samej lufy kal.155 mm, wraz z oporopowrotnikiem, którą następnie planowano ustawić na podstawie moździerza kal.220 mm. Według wstępnych studiów armata taka miałaby: donośność 25 - 26 000 m, prędkość początkową pocisku około 900 m/s, masę na stanowisku bojowym około 15,5 t, 2 pociski - kruszący o zawartości materiału wybuchowego około 7 kg i panc. o masie 50 kg, kąt ładowania pocisku 10°, pole ostrzału pionowego – 5 + 45°, pole ostrzału poziomego 360°. Organizacja sprzętu w marszu, ustawianie go na pozycji oraz obsługa identyczna jak w moździerzu wz.32. Ponadto planowano wprowadzenie dodatkowego pocisku stalowo - surówkowego o dużej zawartości materiału wybuchowego oraz ładunków zmiennych dla zaoszczędzenia lufy .
W drugim etapie rozwoju konstrukcji Departament Uzbrojenia przewidywał zastąpienie podstawy moździerzowej kołowym łożem jednoogonowym. Zbudowane podstawy można było zaś według autorów projektu wykorzystać do powiększenia liczby 220 mm przez dorobienie luf i oporopowrotnków. W armacie tej nie planowano zastosowania celownika odległościowego lecz jedynie kwadrantu. Nowatorskim rozwiązaniem miało być użycie automatycznego ładowania i przedmuchiwania lufy. Czas wykonania prototypu według tych założeń określono na 12 - 16 miesięcy, a realizację całości zamówienia tj.36 sztuk na 54 - 60 miesięcy.
 Koncepcja produkcji w kraju armat dalekonośnych spotkała się z dużym zainteresowaniem. Podkreślano, iż byłoby to rozwiązanie korzystne i dla krajowego przemysłu, zwłaszcza wobec planów jego rozbudowy. Istotnym elementem byłby też fakt uniezależnienia się od dostaw zagranicznych. We wnioskach końcowych Departament Uzbrojenia postawił wniosek oparcia artylerii dalekonośnej na 155 mm armacie własnej konstrukcji (36 sztuk dostarczonych armii w ciągu 5 lat). Jako wniosek równoległy sugerowano, o ile pozwoliłyby na to warunki zewnętrzne i finansowe, zakupienie sprzętu w firmie Schneider .
Wniosek Departamentu Uzbrojenia nie został jednak poparty przez Szefa Departamentu Artylerii gen. Cehaka. Co prawda stwierdził on, iż artyleria dalekonośna jest niezbędna WP w ilości odpowiadającej liczbie posiadanych moździerzy, sprzeciwił się on jednak przyjęciu na wyposażenie sprzętu, który miał być dopiero projektowany. Ponadto Departament Artylerii stwierdził, że działo na łożu moździerzowym miałoby czas ustawienia na stanowisku ogniowym 2 – 3 - krotnie dłuższy, charakteryzowałoby się trudniejszą obsługą, wyższą sylwetką, aż 5 jednostkami marszowymi i wyższą ceną. Za dużo lepszy sprzęt Departament Artylerii uznał konstrukcję Schneidera, którą można było dużo szybciej wprowadzić na wyposażenie wojska. Uznając jednak argumenty odnośnie rozwoju krajowego przemysłu i uniezależnienia się od dostaw z zagranicy, postawiono wniosek o zakupie we Francji takiej ilości armat, aby można było uzyskać na dogodnych warunkach licencję do ich produkcji w Polsce. Jednocześnie jednak Departament Artylerii poparł wniosek o dotowaniu dalszych studiów nad armatą dalekonośną nowoczesnego wzoru w kraju.
9 sierpnia 1936 r. KSUS powziął ostateczną uchwałę o wprowadzeniu na uzbrojenie WP 155 mm armaty dalekonośnej wraz z niezbędnym wyposażeniem.
Początkowo rozpatrywano jeszcze możliwość zakupu tego typu sprzętu we Francji w firmie Schneider nie udało się jednak uzyskać kredytu do zawarcia tej transakcji. Dlatego też już 19 sierpnia 1936 r. KSUS powziął uchwałę polecającą podjęcie prac nad własną nowoczesną armatą kai.155 mm rezygnując tym samym z kompromisowego rozwiązania Departamentu Uzbrojenia.
Ostatecznym potwierdzeniem, już nie zamiarów lecz faktów, że armia polska będzie dysponować najcięższym sprzętem dalekonośnym w najbliższym czasie, było umieszczenie odpowiednich zapisów w projekcie "Instrukcji współpracy lotnictwa z artylerią" z 1937 r. Podkreślono w niej wagę współdziałania lotnictwa obserwacyjnego do korygowania ognia artylerii dalekonośnej w różnych formach wałki. W sposób szczególny podkreślono tę współpracę w obronie stałej przy wykonywaniu dalekich ogni wzbraniających.

HISTORIA BUDOWY ARMATY

19 sierpnia 1936 r. KSUS powziął uchwałę polecającą podjęcie prac nad własną armatą kal.155mm. Realizacja tego polecenia została przeprowadzona konstrukcyjnie i produkcyjnie w Starachowickich Zakładach Górniczych przy udziale różnych firm krajowych. Jednak ze względu na brak jeszcze w tym czasie w Polsce odpowiednich urządzeń do obróbki bloków stalowych o długości 8 m, nawiązano w tej sprawie rozmowy ze szwedzką firmą Bofors. Ona to podjęła się wykonać lufę według polskich rysunków i warunków technicznych opracowanych przez Departament Uzbrojenia. Pewną trudność stworzyli szwedzi nie chcąc wykonać zamówienia z polskiej stali tłumacząc się brakiem praktycznych doświadczeń w tym względzie. Ostatecznie strona polska wyraziła zgodę na wyprodukowanie lufy ze stali szwedzkiej.
10 maja 1937 r. zamówiono prototyp armaty według planów Instytutu Technicznego Uzbrojenia. Zamówienie opiewało na wykonanie jednego kompletnego działa wraz z 250 nabojami. Jednocześnie preliminowano z rezerwy budżetu zaopatrzenia kwotę 450.000 zł na studia nad nią. Miała ona zostać wykorzystana w roku budżetowym 1937/38.
Jednocześnie z opracowywaniem działa przystąpiono do prac nad pociskami do niego. Wykonano dwa typy granatów, z których jeden został oznaczony wz.37, a drugi wz.37St. W końcu 1937 r. wykonano po 2 pociski obu wzorów za kwotę 4850 zł, z którymi ITU przeprowadził badania na fragmentację w pierwszym kwartale następnego roku.
18 stycznia 1938 r. przeprowadzono na Poligonie w Brześciu nad Bugiem. Pierwsze próby obejmujące między innymi strzelanie z prowizorycznej podstawy. Rolę tą spełniała odpowiednio zaadaptowana do umieszczenia na niej luty kal.155 mm podstawa moździerza kai.220 mm wz.32. Poza lufą umieszczono na niej kołyskę z powrotnikiem, a nad lufą opornik. Podczas tej próby badano 2 typy hamulców wylotowych, z których jeden wykonany został według dotychczas stosowanych zasad i zmniejszał odrzut o 20%. Drugi natomiast, całkowicie polskiej konstrukcji, miał zmniejszać odrzut o 30%. Niestety, z braku dokumentacji nie można stwierdzić czy polskie rozwiązanie okazało się skuteczne. Tego dnia badano także dwa typy pocisków różniące się długością i położeniem środka ciężkości. Oba miały masę po 50 kg i były wystrzeliwane przy pomocy ładunków prochowych masie około 19 kg.
Początkowo planowano odłożenie próbnego strzelania ze względu na fatalne warunki atmosferyczne. Wiał silny wiatr, a podstawa chmur wynosiła zaledwie 100 m, co uniemożliwiało dokonanie dokładnych pomiarów meteorologicznych. Ponieważ na próby przyjechała grupa wyższych oficerów, Szef Departamentu Uzbrojenia polecił oddać serię strzałów. Ich wyników jednak miano nie uwzględniać w tabelach. Podczas tego strzelania oddano serię 12 strzałów, przy silnym wietrze i kącie podniesienia lufy 18°15' osiągając donośność 19.000 m. Na tą odległość uzyskano rozrzut w głąb wynoszący 800 m z tym, że pierwsze 2 strzały wyraźnie odbijały się od pozostałych. Po ich wyeliminowaniu rozrzut zmniejszył się do 500 m. Był to wynik doskonały, gdyż uznawana wtedy za jedną z najlepszych na świecie francuska 155 mm armata dalekonośna firmy Schneider dawała na tę samą odległość rozrzut 1900 m.
W następnym tygodniu planowano przeprowadzenie strzelania w celu określenia maksymalnej donośności. Jednak z powodu pogorszenia się warunków atmosferycznych nie przeprowadzono ich. 0dbyły się one dopiero 20 lutego. Przy kącie podniesienia lufy 44°20' uzyskano donośność 27.300 m.
Trzeba przyznać, że próba ta sprawiła obsługującym działo żołnierzom szereg trudności w jego obsłudze z braku odpowiednich mechanizmów, które miały być dopiero zamontowane przy łożu właściwym, którego ukończenie zaplanowane było na czerwiec. Szczególnie kłopotliwe okazało się otwieranie zamka, ładowanie pocisków i podnoszenie lufy.
Podczas tych wstępnych badań działo wykazało dobre własności balistyczne, zarówno pod względem donośności, jak i celności. Po rozważeniu wyników strzelania, ogólnego stanu armaty, a przede wszystkim stanu lufy, postanowiono wprowadzić pewne zmiany w głębokości bruzd w ceIu polepszenia warunków balistycznych wewnętrznych i zewnętrznych.
W dniu 24 stycznia 1938 r. odbyła się w Departamencie Uzbrojenia konferencja, na której omówiono szczegóły konstrukcyjne działa oraz ustalono ostateczne wytyczne w sprawie wykonania pierwszego, całkowicie ukończonego modelu. W następstwie tego Departament Uzbrojenia przystąpił do ostatecznego wykańczania działa na właściwym łożu, z środkami przewozowymi i niezbędnym wyposażeniem. W rezultacie podjętych intensywnych prac armatę ukończono w niezwykle krótkim czasie  - w listopadzie 1938 r. była gotowa już do badań.
Na podstawie rozkazu n Wiceministra Spraw Wojskowych gen. bryg. Aleksandra Litwinowicza z 3 stycznia 1939 r. zarządzono komisyjne próby marszowe i balistyczne na poligonie w Brześciu nad Bugiem.
W dniach od 25 stycznia do 17 lutego przeprowadzono zaplanowane próby. Miały one na celu ustalenie donośności, celności i szybkostrzelności. W czasie ich trwania uzyskano bardzo dobrą donośność i celność, lecz bardzo małą szybkostrzelność. Ustalono, iż celność można by jeszcze poprawić przy zastosowaniu specjalnego prochu. Pracy tej jednak nie udało się ukończyć w PWP "Pionki" do wybuchu wojny. W tej sytuacji zdecydowano się na zakup specjalnego prochu we Francji.
Ogółem podczas prób oddano z armaty 107 strzałów. Dzięki doskonałemu wykonaniu lufy przez firmę Bofors spadek prędkości początkowej pocisku wyniósł zaledwie 5 m/s. Warto tu nadmienić, że wytrzymałość lufy rdzeniowej została obliczona przez ITU na 350 wystrzałów a całej lufy na 1800 - 2000.
Stwierdzone niedomagania takie jak: rozregulowanie się wspornika, wadliwe działanie odciągaczy, słaba konstrukcja rygli i przeciwwagi zamka, czy wreszcie zła synchronizacja mechanizmu kierunkowego przy przesuwaniu ogona łoża po płytach podrolkowych, miały znaczenie drugorzędne i usunięcie ich nie było trudne.
Próby marszowe przeprowadzone w tym samym czasie miały na celu stwierdzenie zachowania się poszczególnych członów działa podczas marszów po drogach oraz zbadanie wytrzymałości konstrukcji wozów, hamulców i ogumienia. Odbyły się one na przestrzeni 500 km i wykazały, że średnia szybkość członów armaty na szosie wynosiła 21 km/h. Na drogach polnych w okresie deszczowym spadała jednak do 2 km/h. Tymczasem człony marszowe przystosowane były do szybkości rzędu 35 - 40 km/h. Te niskie wyniki były spowodowane użyciem jako holownika ciągnika gąsienicowego C7P, który nie nadawał się jednak do tego celu ze względu na zbyt małą moc silnika.
Podczas jazdy nie stwierdzono wad konstrukcyjnych wozów, ale koła okazały się za wąskie, co powodowało zapadanie się ich w terenie i drogach gruntowych. Ponadto stwierdzono zapalanie się opasek gumowych na kołach w czasie jazdy szosą z powodu zbyt dużego nacisku masy działa na wąskie obręcze kół. Także sposób hamowania członów działa za pomocą linek z ciągnika okazał się zawodny, chociaż działanie samych hamulców było dobre.
Ostatnią fazę prób przeprowadzono w dniu 24 lutego wykorzystując w tym celu powrót prototypu z poligonu do fabryki. Obejmowała ona sprawdzenie funkcjonowania mechanizmów działa po przebytym marszu z Brześcia do Starachowic. W tym celu przećwiczono zajmowanie stanowiska w ciężkim terenie z tym, że armata po przebyciu 300 km była celowo nie konserwowana. I one wypadły pomyślnie.

OPIS KONSTRUKCYJNY

Lufa składała się z rury rdzeniowej, płaszcza i nasady połączonych ze sobą gwintami i klinami. Posiadała hamulec wylotowy oraz dwie pary rolek bocznych, za pomocą których była wtaczana na łoże lub wóz transportowy. Lufa zakończona była otwieranym do góry zamkiem śrubowym, posiadającym uszczelnienie plastyczne. Ze względu na swoją masę zamek został zaopatrzony w równoważącą przeciwwagę.Łoże składało się z 3 części -główną stanowiła ściana o konstrukcji skrzynkowej, przednią stanowiły platformy dla obsługi oraz ogon łożą zakończonego końcówką, w której osadzona była rolka ogonowa do przetaczania działa po płytach podrolkowych.Mechanizm podniesień umieszczony był w 2 skrzynkach przymocowanych do prawej ściany łoża, a mechanizm kierunkowy znajdował się w jednej skrzynce przymocowanej do lewej strony łoża. Rozwiązanie to umożliwiało celowniczemu nadawanie kierunku armacie bez odrywania wzroku od kątomierza. Ponadto ruch mechanizmu kierunkowego przenoszony był za pomocą przegubowych połączeń na wał ze sprzęgłem rolki ogonowej powodując jej obracanie się, a co za tym idzie obrót całego działa.Czop główny oporowy, na którym było wsparte działo na stanowisku bojowym, osadzony był obrotowo w przedniej części łoża. Do strzału czop wpuszczany był do oporu w gnieździe płyty leżącej na ziemi. Do przemarszu czop unoszony był do góry i ryglowany z kołyską przy pomocy specjalnych wieszaków.Płyta pod czop główny składała się z nieruchomej dolnej tarczy oraz kręgu obrotowego z dwoma ściągaczami zakładanymi na ramiona przedniej części łoża. Po opuszczeniu czopa głównego na unieruchomioną 20 lemieszami tarczę dolną i zamocowaniu łoża ściągaczami z kręgiem górnym powstawał - zespolony system obrotowy działa.Kołyska działa posiadała łuki zębate umożliwiające nadawanie lufie kata kąta podniesienia. Na czopach kołyski osadzone były ramiona odciążaczy sprężynowych, których zadaniem było zrównoważenie masy zespołu odrzutowego. Były one jednym końcem osadzone w przedniej części łoża, a drugim uchwycone przez ramiona i osadzone na czopach kołyski.Oporopowrotnik był hydropneumatyczny, przy czym opornik umieszczony był nad lufą, a powrotnik na sankach pod lufą.Działo posiadało koła tarczowe o obręczach gumowych, pustakowych, zawieszone elastycznie. W czasie marszu były one unieruchamiane przy pomocy hamulca hydraulicznego
Po zakończeniu badań, komisja stwierdziła, że:
1. pod względem donośności i celności sprzęt odpowiada wymogom artylerii dalekonośnej
2. pod względem obsługi działo nie sprawia trudności
3. skuteczność pocisku jest dobra
4. próby balistyczne i marszowe wypadły pozytywnie
 5. stwierdzone niedomagania są natury drugorzędnej i nie obniża ją wartości działa.
 Wobec pozytywnej oceny sprzętu szef Departamentu Uzbrojenia płk. Jerzy Englisch postawił wniosek o przyjęcie działa na uzbrojenie pod nazwą 155 mm armata dalekonośna wz.1940. Stanowisko to poparł Departament Artylerii, który oceniając działo porównał je z jej francuskim odpowiednikiem firmy Schneider. Według tej oceny polska konstrukcja miała o połowę mniejszy rozrzut, większą zwrotność i była łatwiejsza do ustawieniu na stanowisku bojowym. Departament Artylerii przygotował także krótką analizę możliwości bojowych armaty oraz jej przydatności dla armii polskiej. Stwierdzono w niej, że ze względu na niewielką szybkostrzelność działa użycie go pozwoli jedynie na nękanie celów bez możliwości obezwładnienia ich. Wynikało to z norm, które przewidywały dla obezwładnienia upadek 4 pocisków kal.155 mm na hektar. Według tejże analizy dla armaty tej najekonomiczniejsze byłoby ostrzeliwanie celów o powierzchni nie mniejszej niż 4 ha, ponieważ aby uzyskać 5 celnych trafień na odległość 20 km do celu o powierzchni 1 ha trzeba było oddać 20 strzałów. Przy 2 - hektarowym celu, przy 10 celnych pociskach wystarczało już 26 strzałów , a przy 4 - hektarowym celu i 20 celnych pociskach należało wystrzelić 40 razy. Departament Artylerii podkreślił również, iż wspaniała zwrotność zmiany kierunku strzału nie może być wykorzystana ze względu na niską szybkostrzelność armaty. Wymuszało to podniesienie liczby dział w przyszłych bateriach z 3 do 4 sztuk.
Według ostatecznych ustaleń Departamentu Artylerii 155 mm armata dalekonośna wz.1940 miała służyć głównie do ostrzeliwania celów o dużej powierzchni takich jak: większe zgrupowania nieprzyjacielskich wojsk, kolumny taborowe i samochodowe, ośrodki zaopatrzenia, lotniska polowe, składy amunicji, miejsca postoju wyższych dowództw, stacje kolejowe itp. Własności bojowe armaty oraz charakter celów wskazywały, że jej należyte wykorzystanie mogło mieć miejsce tylko na szczeblu armii. Ostatecznie Departament Uzbrojenia postawił wniosek, aby armatę przyjąć jako działo artylerii dalekonośnej odwodu Naczelnego Wodza.
Stanowisko Departamentu Artylerii poparł także Generał do prac artylerii przy GIS Z gen. Stanisław Miller. Zawnioskował jednocześnie, aby zwiększyć szybkostrzelność działa przez zastosowanie „automatycznego przyrządu do ładowania". Zauważył przy tym, że gdyby ten problem udało się rozwiązać to dzięki dużemu polu rażenia pocisku i równomiernego pokrycia terenu odłamkami, uzyskano by doskonały sprzęt. Ponieważ opracowana konstrukcja nie odpowiadała sprzętowi szczebla operacyjnego Departament Uzbrojenia zaproponował wprowadzić na wyposażenie niezależnie armatę dalekonośną dla szczebla grupy operacyjnej.
W lipcu 1939 r. z inicjatywy płk. Jerzego Łunkiewicza Departament Artylerii opracował, w porozumieniu z Inspektoratem Artylerii, założenia dla nowego działa. Nowa konstrukcja miała charakteryzować się następującą charakterystyką: masa na stanowisku bojowym 8 - 9t, donośność 18 - 20 km, masa pocisku 60 kg, szybkostrzelność 3 strz./min. Oprócz tego armata miała charakteryzować się większą ruchliwością, dużą mobilnością manewrową, mniejszą prędkością początkową pocisku, większą wytrzymałością lufy oraz posiadać specjalny ciągnik do holowania. Konstrukcja miała być gotowa do prób w 1941r.
Jednocześnie Departament Artylerii opracował wymagania taktyczne dla artylerii dalekonośnej. Miały one pomóc w opracowaniu nowego, odpowiedniego ciągnika dla 155 mm armat wz.1940. Od sprzętu tego typu wymagano pełnej zdolności poruszania się po drogach bitych i gruntowych z pożądaną szybkością 25 km/h, a przeciętną 10 - 12 km/h.
Dalsze losy prototypu nie są znane. Do 1 lipca miano ukończyć rysunki konstrukcyjne uwzględniające wszystkie poprawki kończąc tym samym prace nad armatą. Wszystkie usterki zaś miały zostać usunięte do końca września 1939 r. Planowano, że gdyby najpóźniej w lipcu 1939 r. zapadła decyzja w sprawie podjęcia jej produkcji seryjnej, to w końcu 1940 r. udałoby się wyprodukować pierwsze 2 sztuki. Następnie stan dział zwiększałby się o 2 sztuki co 2 - 3 miesiące

DANE TECHNICZNE ARMATY
Kaliber -155 mm, 
Szybkość początkowa pocisku przy ładunku normalnym - 900 m/s, 
Szybkość początkowa pocisku przy ładunku zmniejszonym 750m/s, 
Maksymalna donośność przy ładunku normalnym - 27.600 m, 
Maksymalna donośność przy ładunku zmniejszonym - 22.500 m, 
Maksymalne ciśnienie w lufie 2900 kg/cm2, 
Masa pocisku 50 kg, 
Masa normalnego ładunku miotającego - 18,8 kg, 
Długość lufy bez hamulca wylotowego 8111 mm, 
Długość lufy rdzeniowej 7900 mm, 
Wysokość linii ognia - 1770mm; 
Kąt podniesienia 0; + 45°, 
Kąt ostrzału poziomego - 900,
Kąt ostrzału poziomego z wykorzystaniem płyt podrolkowych - 3600, 
Długość działa w położeniu marszowym 7920 mm, 
Długość działa w położeniu bojowym 12040 mm, 
Szerokość działa w położeniu marszowym -2400 mm, 
Szerokość działa w położeniu bojowym -2740 mm, 
Całkowita masa lufy wraz z oporopowrotnikiem - 5700 kg, 
Masa działa w położeniu bojowym -15000 kg, 
Długość odrzutu 950 - 1200mm, 
Czas przygotowania działa do boju przy niewyszkolonej obsłudze - 60 min., 
Dane techniczne jednostek marszowych; 
Przodek : masa bez obciążenia - 900 kg, długość z dyszlem -2175 mm, szerokość kolein - 2110 mm, średnica koła -1350 mm, szerokość obręczy obręczy koła - 200 mm, 
Wóz na lufę: masa bez obciążenia - 3800 kg, długość z dyszlem 6630 mm, rozstawienie osi - 4000mm, szerokość kolein - 2110 mm, średnica koła przedniego 1350 mm, średnica koła tylnego - 1520, średnica obręczy koła - 200 mm, kąt największego skrętu - 400, 
Wóz do płyt i wyposażenia; masa bez obciążenia - 3300 kg, długość z dyszlem - 6610 mm, rozstawienie osi - 4350mm, rozstaw kolein - 2110 m, średnica koła przedniego - 1350 mm, średnica koła tylnego - 1520 mm, szerokość obręczy koła - 200 mm, kąt największego skrętu - 400, 
Arrnata w położeniu marszowym: masa łoża z przodkiem - 8000 kg, masa wozu lufą - 9500 kg, masa wozu wyposażeniowego - 5800 kg, 

Źródło: Nowa Technika Wojskowa 10/99 P. Zarzyski